Kościół na kartce pocztowej 1904 r.
Kościół od strony południowo-zachodniej
Wnętrze kościoła na starej fotografii
Wnętrze kościoła obecnie - widok z chóru
Nowe organy

PÓŁKOLONIE W PARAFII  - DZIENNIK  POKŁADOWY

 

06.02.2017 (poniedziałek)

 

Zimowe półkolonie 2017 uznajemy za otwarte! Mówią o tym radosne oczy i uśmiechnięte buzie blisko 50. uczestników, którzy w większości znają się z wakacji letnich. Jest kilku "nowych"...  Nieco onieśmieleni rozglądają się wokół siebie, a kiedy zauważają przyjazne twarze, oddychają z ulgą... Będzie dobrze! 

Tradycyjnie rozpoczynamy każdy dzień śniadaniem, ale najpierw jest modlitwa.

Nasze ciało do życia potrzebuje chleba...a dusza karmi się Słowem Bożym. 

Słuchamy ze skupieniem fragmentu Biblii dla dzieci. Ksiądz Tomasz czyta bardzo ciekawie. Jak prawdziwy aktor z wielką wprawą i swobodą, buduje atmosferę opowieści. Z łatwością  "przenosimy się"  do Kafarnaum - małej osady rybackiej, gdzie Pan Jezus wygłosił wspaniałe kazanie oraz pokazał, że jest silniejszy niż największe złe moce, kiedy stanowczo rozkazał duchowi nieczystemu opuścić ciało pewnego człowieka....

*

Śniadanie upływa nam w przemiłej atmosferze. Smakowite kakao, herbatę i bułki z masłem na słodko, przygotowały panie z Caritasu, które są niekwestionowanymi mistrzyniami w dziedzinie kulinarnej.

Po posiłku rozpoczynamy pracę w kilkunastoosobowych zespołach. Pani Aleksandra Antoniewicz - Kaszczyńska zaprasza nas do pomieszczenia na poddaszu. Warsztaty teatralne wymagają przecież przestrzeni i swobody ruchu. Ze skupieniem wsłuchujemy się w polecenia pani Oli i staramy się wykonać wszystko jak najdokładniej. Pokonywanie własnych słabości czy ograniczeń, odsłania jednocześnie ukryte talenty i naszą niepowtarzalność. Ćwiczymy umiejętność opowiadania ruchem pewnych historii.. Naradzamy się w zespołach, dzielimy rolami i "obrazy" są gotowe...Nagle pojawiają się trzej królowie z darami dla Jezusa. Mojżesz przechodzi przez Morze Czerwone, a w trzeciej pantomimicznej scence - smutek i ogromna rozpacz przylgnęły do tych, którzy są świadkami śmierci Jezusa.

Inne zadania też są ciekawe i wymagają od nas dużego zaangażowania. Nie wszystko nam wychodzi...nogi nie są posłuszne, a ręce wymachują nie w tę stronę co trzeba. Otuchy dodają nam pochwały ze strony pani Oli, słowa zachęty i anielska wręcz cierpliwość, przepleciona wyrozumiałością dla naszej nieporadności. Z nadzieją na perfekcję powtarzamy sekwencje ruchowe.

Pani Ola zaplanowała też ćwiczenia, które nas relaksują i wyciszają. Z zamkniętymi oczami leżymy na podłodze...a prawa ręka...wyciąga się w kierunku gałęzi z jabłkami, zrywa jedno i chowa do kieszeni. Potem ręce stają się kolorowymi motylami, które siadają na głowie, łaskoczą nos, muskają skrzydełkami policzki...Sytuacje zmieniają się prędko...wyobraźnia pracuje...Nasze ciała zwijają się na kształt kuleczek. Oddychamy spokojnie i miarowo. Potem delikatnie i ostrożnie ręce "rozglądają się", sprawdzając gdzie jest ląd i czy jest tam bezpiecznie ...Rozwijamy się powolutku... jak ślimaki. Otwieramy oczy i wracamy do realnego świata.

*

W tym samym czasie, na dole w jadalni, pani Elżbieta Kowalska prowadzi zajęcia plastyczne.  Niecierpliwie zaglądamy do kopert, zastanawiając się jaką kryją tajemnicę. Kartka i klej czekają już w pogotowiu. Okazuje się, że naszym zadaniem jest ułożenie kompozycji kwiatowych z gotowych elementów. Pozornie proste zadanie...bo o ile z liśćmi tulipana nie mamy problemów, to przy tulipanowej główce - trzeba się samemu mocno nagłowić, aby z precyzją przykleić płatki i wywołać wrażenie przestrzenności. Efekty prac są niespodziewane i zadziwiające...W sali robi się wiosennie i radośnie. Fruwa tęsknota za ciepłymi promieniami słońca.

*

Inna grupa, trochę później, również pod opieką pani Elżbiety Kowalskiej z papierowych elementów sklejała karmniki, do których wkrótce przyfrunęły głodne i zziębnięte ptaki. Najadły się do  syta          i bardzo zadowolone, zawadiacko zerkały na nas czarnymi oczkami. Na pewno dziękowały za naszą wrażliwość i pomoc...bo zimą o pokarm jest naprawdę trudno.

*

"Laurka od Walentego" - to temat zajęć, które w sąsiedniej sali prowadzi pani Gabriela Beyga. Od pewnego czasu przyjęło się, że 14 lutego przesyłamy serdeczne słowa i dobre myśli w stronę tych, którzy są dla nas ważni. Można ofiarować kwiaty i powiedzieć coś miłego. Można też zrobić laurkę, która zaświadczy o trwałości naszych uczuć. I to wyśmienicie udaje się nam zrealizować, podczas spotkania z panią Gabrielą. Do dyspozycji mamy ogromną ilość sztucznych kwiatków, płatków, liści i listeczków. Układamy z nich wielobarwne kompozycje. Trochę kleju "na gorąco"         i część pracy gotowa. Teraz wystarczy obmyślić i wpisać  życzenia: Dla mamy i taty z okazji walentynek - wszystkiego najlepszego!  Kocham Cię! Życzę Ci ciociu zdrowia, szczęścia, pomyślności i dużo radości ! Każdy pomysł jest dobry. Obdarowali na pewno będą wzruszeni i szczęśliwi.

*

Czas biegnie nieubłaganie. Pora na porządki w salach, bo zbliża się kulminacyjny punkt programu dzisiejszego dnia - wyjazd na basen do Wolsztyna. Tak naprawdę, to niektórzy z nas chcieliby być tam codziennie. Jazda autobusem to dobra okazja do swobodnych rozmów, zwierzeń na ucho, śmiechów, drobnych zaczepek i psot, wspólnego śpiewu czy krótkiej drzemki.

Na basenie pełnia lata - cieplutko jak w czasie wakacji. Nie chcemy zmarnować ani minuty. Przebieramy się prędko i po wysłuchaniu ważnych komunikatów pana ratownika stajemy się częścią mokrego królestwa. Jest przyjemnie, wesoło i bardzo lekko. Czy w kropelkach wody zobaczę kolory tęczy? Czy podpłynie do mnie złota rybka i tym razem to ja spełnię jej życzenia?      A może kapitan Nemo zaprosi nas na swój podwodny okręt? Kto wie...kto to wie?

Godzina mija w zawrotnym tempie. Stanowczo naszym zdaniem za wcześnie pani Joasia i ksiądz Tomasz dają znaki, że czas na nas i trzeba wychodzić z wody. Cóż, jesteśmy posłuszni, ale z wielkim żalem opuszczamy miłe ciepełko.

*

Znów siedzimy w autobusie. Intensywnie myślimy o obiedzie i wyobrażamy sobie smak i zapach zupy ogórkowej, która czeka na nas w domu parafialnym.

Po kilkunastu minutach jesteśmy już na miejscu. Prędko myjemy ręce.

Ksiądz Tomasz zaprasza nas do jadalni...modlimy się przed posiłkiem. Pragniemy obecności Pana Jezusa przy nas w każdej chwili. 

Zajadamy pyszną zupę. Ile to już było zup ogórkowych w naszym życiu, ale takiej jeszcze nie jedliśmy!!!

"Las" rąk i prośby o dokładkę...z całego serca dziękujemy paniom: Basi, Mieci, Barbarze, Marii i Teresce.

Powolutku kończy się pierwszy dzień na półkoloniach... Ubieramy kurtki, zamieniamy ze sobą ostanie słowa i pełni wrażeń pędzimy do swoich domów. Do zobaczenia jutro!

 

07.02.2017 (wtorek)

 

W jadalni przed śniadaniem słuchamy kolejnego fragmentu Biblii dla dzieci. Przypominamy sobie historię Jezusa (miał wtedy 12 lat), który przybył wraz z Maryją i Józefem do Jerozolimy na obchody Święta Paschy. W drodze powrotnej rodzicie zorientowali się, że Jezusa z nimi nie ma i wtedy bardzo się zmartwili. Musieli wrócić do Jerozolimy z nadzieją, że tam będzie. Okazało się, że Jezus jest w świątyni. Słucha uważnie nauczycieli i zadaje im pytania. Nauczyciele nie mogli się nadziwić, że ktoś tak młody, tak mądrze dyskutuje.

"Musiałem pójść do domu mojego Ojca. Myślałem, że o tym wiecie" - tłumaczy się Jezus.

Jezus wiedział już, Jego ojcem jest sam Bóg... 

*

Jeszcze tylko krótki komentarz do tekstu i zachęceni przez księdza Tomasza, śpiewamy głośno znaną wszystkim piosenkę - modlitwę przed jedzeniem, a potem smakowite bułki z nutellą i dżemem wypełniają nasze, nieco wygłodniałe żołądki. Do popicia kakao i herbata. Jest miło i sympatycznie. Ksiądz Tomasz z mistrzowską wprawą dba o atmosferę...żartuje, dowcipnie coś komentuje, zadaje pytania, czasami dziecinnie proste...może sprawdza kto wydoroślał od ostatnich półkolonii?   

Czas kończyć, bo na parkingu przy lipie czeka autobus, którym pojedziemy do Poznania. Tak, już stoi. Pani Joasia z panią Elą sprawdzają czy wszyscy są i wyruszamy.

*

Zima w pełni. Prószy śnieg i delikatnie opada na pola, łąki, dachy domów...przystaje na gałązkach drzew. Każda pora roku jest piękna... Jakich użyć słów, by podziękować za to wszystko Naszemu Stwórcy?

*

Autobus przywiózł nas blisko gmachu głównego Uniwersytetu Artystycznego. Robi na nas  ogromne wrażenie. Jesteśmy już w środku... przeczuwamy, że dziać się tu będą rzeczy niezwykłe. 

Najswobodniej czuje się pani Ola i pan Paweł. Znają tu przecież każdy kącik, wszystkie zakamarki i "tajemne" przejścia pomiędzy pracowniami. 

Dzielimy się na grupy, bo zajęcia odbywać się będą jednocześnie w dwóch pracowniach. 

W pracowni ceramiki trochę teorii, bo musimy i od tej strony poznać materiał jakim jest glina, zanim realnie się z nią zetkniemy. Ręce niecierpliwie czekają w pogotowiu. Kiedy każdy z nas dostaje porcję gliny, zabieramy się do pracy. Ugniatamy, rozciągamy, nadajemy jakiś kształt, formujemy, zmieniamy koncepcję, udoskonalamy dzieła. Każdy pracuje w swoim tempie, realizując własny pomysł...Glina posłusznie staje się niepowtarzalnym konkretem...linią papilarną naszej wrażliwości.

Przeważają postacie ludzi, zwierząt, stworów nierzeczywistych i dziwnych kształtów...są uśmiechnięte buzie, puzderko w kształcie serca, kula z napisem, miska, dzbanuszki, ryba...a nawet bałwanek. Ciekawe jak zniesie ogromną temperaturę w piecu podczas wypalania?

*

W tym samym czasie druga grupa pod opieką miłej, młodej pani z Edukacji Artystycznej, wędruje do wysokiego gmachu...kilka ulic stąd. Wspinaczka po schodach wydaje się bez końca...najwytrwalsi sapią głośno, kiedy docieramy wreszcie do szóstego piętra. 

Ciasne pomieszczenie wypełnione jest po brzegi rożnymi przedmiotami, które okazują się bardzo potrzebne. Poznajemy cel zajęć. Niebezpieczny smog zawisł nad miastem, a my musimy uratować mieszkańców i skonstruować smoka, który rozprawi się z wrogiem czystego powietrza. Burza mózgów, podział zadań i z energią ruszamy do roboty. Nie ma chwili do stracenia. Posumowanie zajęć wygląda w ten sposób, że każdy opowiada o swoim wytworze, opisuje rodzaj użytych materiałów, sposób przemieszczania się smoka oraz zasady oczyszczania brudnego powietrza. Opiekunowie zajęć z ogromnym zaciekawieniem słuchają naszych mini ekologicznych wykładów     i widać, że szczerze podziwiają naszą pomysłowość i rozwiązania techniczne. 

Czas wracać. Tak to już jest...coś się zaczyna, ale i kończy.

Pocieszając się myślą, że jeszcze tu wrócimy w przyszłym roku - zajmujemy miejsca w autobusie i mkniemy do naszego małego miasteczka.

*

W domu parafialnym pachnie zupą pomidorową. Panie z Caritasu już tęskniły za nami...bez naszego rozgardiaszu i radosnej obecności czuły się osamotnione. 

Dziękujemy za ciepły posiłek. Pyszności! 

Biegniemy do swoich domów. W plecakach wrażenia i mnóstwo myśli w głowach.

 

08.02.2017 (środa)

 

Kolejny dzień i kolejny fragment z Biblii dla dzieci. Dzisiaj opowieść o jednym z uczniów Jezusa ... o Tomaszu, który nie wierzył, że Jezus zmartwychwstał. Opowiadali mu o tym niezwykłym fakcie  pozostali uczniowie. Po kilku dniach w niedzielę, w pomieszczeniu, gdzie wszyscy się zgromadzili, nagle - nie wiadomo jak, znalazł się Jezus. Powiedział - "Niech Pokój będzie z wami", a potem zwrócił się do Tomasza i zachęcił go, aby dotknął śladów po gwoździach na dłoniach i miejsca,       w którym włócznia przebiła bok. "Tomaszu, przestań wątpić i uwierz, że żyję".

Tomasz ucieszył się, że zobaczył swojego Pana...ale i zrobiło mu się wstyd z powodu swego niedowiarstwa.

Może i ja jestem czasami takim niewiernym Tomaszem?...

*

Zaraz po smacznym śniadaniu wyruszamy autobusem do Wolsztyna. Cieszymy się obecnością pani Dominiki i pani Ani - studentek pedagogiki. Lubimy poznawać nowe osoby i odwzajemniać sympatię...W Centrum Rekreacyjno - Rozrywkowym "Fala Park" czekają na nas niezwykłe atrakcje. Pod okiem naszych instruktorów tj. pani Oli i pana Dominika i z użyciem naprawdę profesjonalnego sprzętu "najodważniejsi" próbują swoich sił na ścianie wspinaczkowej, przekonując się ile satysfakcji i radości daje pokonanie strachu i własnych słabości. 

Inni w tym samym czasie doświadczają, że strącanie kręgli to też sztuka, a rzut przeznaczoną do tego celu kulą nie należy do najłatwiejszych. 

Na najmłodszych czeka Kraina Zabawy, gdzie można pobaraszkować wśród kolorowych kulek, skorzystać ze zjeżdżalni, drabinek, tworzyć budowle z kolorowych klocków...

Chciałoby się jeszcze zostać, ale autobus już czeka. Wracamy do Nowego Tomyśla.

Czas pędzi...to już trzeci dzień półkolonii. Musimy wynaleźć sposób na wolniejszy bieg sekund... a  "półkolonijna" minuta powinna mieć podwójną ich ilość...

 

 

09.02.2017 (czwartek)

 

W odczytanym dzisiaj fragmencie Biblii widzimy, że Jezus czyni kolejny cud - chodzi po wodzie. Robi to na nas wrażenie. Na pierwszy plan wysuwa się Jezus i Jego cud, ale zaraz potem Piotr        i jego wiara. Dopóki wierzył Jezusowi - też szedł po wodzie. Zaczął tonąć w chwili zwątpienia. A jak to jest z nami? Modlimy się, prosimy o coś Boga, wierząc, że Bóg spełni naszą prośbę. Jeśli się tak nie dzieje od razu, to tak jakby "powiał wiatr" - zaczynamy wątpić i toniemy...  

*

W trakcie śniadania ksiądz Tomasz przeprowadza guiz. Dla każdego jest pytanie. Oto niektóre z nich: Kto był właścicielem największego ZOO? Jaką zupę jedliśmy w poniedziałek? Ilu księży pracuje w naszej parafii? Podaj imiona pierwszych rodziców i gdzie mieszkali? Kto jest prawdziwym nieprzyjacielem człowieka? W jakim okresie przynosimy do kościoła lampiony? ...        I wiele, wiele innych. Prawidłowe odpowiedzi mile widziane. I za każdym razem głośne oklaski. 

*

Dzisiaj jesteśmy odświętnie ubrani. Zaraz po śniadaniu jedziemy do Teatru Animacji w Poznaniu na przedstawienie pt. "Dziób w dziób". Intrygujący tytuł... Przeczuwamy, że całość będzie bardzo interesująca. Nie zaszkodzi zapoznać się z opisem przedstawienia.

Od zawsze każdym miejskim podwórkiem rządzi jakaś Banda gołębi. Waleczne, odważne, honorowe, co chwila wznoszą dumne okrzyki: "Rządzą gołębie, zawsze gołębie, tylko gołębie!" Przerywają tylko wtedy, gdy ktoś sypnie bułką... Albo gdy na rewir wkroczy ich odwieczny wróg - kot. I właśnie kot rozbił Bandę Zbigniewa: Pożarł gołębia Janusza. Nikt tego nie widział. Nie zostały ślady. Dowodów brak. Ale gołębie nie potrzebują dowodów, by się zemścić. Na szczęście w odpowiednim (a może najmniej odpowiednim?) momencie na podwórko wkracza Przemek, samotny, młody wróbel. Przemek jest dobroduszny i niewinny. Słabeusz bez własnej Zgrai. Nigdzie nie pasuje i nie ma prawa głosu, bo przecież nie jest gołębiem! A jednak jego dobre serce i wiara w ptaki pozwalają mu uchronić Bandę przed katastrofą i dociec prawdy. Przemek raz na zawsze zmieni zasady i udowodni, że warto iść przez życie razem, dziób w dziób. Bo przecież ptak to ptak, a każdy problem da się rozwiązać pokojowo... albo odkryć, że tak naprawdę problemu nie ma!

*

Tak, każdy problem da się rozwiązać!

 

10.02.2017 (piątek)

 

Ciekawe co dzisiaj przeczyta nam ksiądz Tomasz? "Dwaj ludzie w świątyni" - to  kolejny tekst z Biblii dla dzieci. Opowiada o tym, że do świątyni przyszło pomodlić się dwóch mężczyzn. Jeden z nich był faryzeuszem, a drugi celnikiem. Faryzeusz odsunął się jak najdalej od celnika i w poczuciu wyższości wymieniał swoje zasługi przed Bogiem. Celnik natomiast zwiesił głowę i pokornie prosił: " Boże, błagam, wysłuchaj i pomóż mi. Wiem, że jestem grzesznikiem - zlituj się nade mną!" Bóg przyjął modlitwę celnika. 

Każdy kto uważa siebie za wielkiego i ważnego, łamie prawo. Ci wszyscy, którzy są pokorni i wiedzą czego potrzebują, otrzymują pomoc.

Postaramy się o tym zawsze pamiętać.

*

"Spotkanie z muzyką dawną"  - to tytuł zajęć, które poprowadzili Antonina i Jan. Przywieźli ze sobą różne instrumenty: violę da gamba, lirę korbową oraz dudy. Mogliśmy je obejrzeć z bliska, poznać ich historię, delikatnie dotknąć strun, a przede wszystkim posłuchać jak grają.

Uczyliśmy się słów i melodii pieśni katechizmowej "A ty żaczku nauczony". Niektóre słowa były dziwne, niezrozumiałe...jak z innej epoki...no i tak było. Trochę powtórzeń i śpiew wychodził nam całkiem dobrze. Potem braliśmy udział w zabawie ruchowej ilustrującej treść piosenki ludowej "Uciekła mi przepióreczka w proso". Śmiechu było co niemiara! Promienie słońca wpadały przez okna do sali na poddaszu...chciały bawić się razem z nami...a nam nie chciało się stamtąd wychodzić.

*

Wszystko co robimy zostaje "uwiecznione" przez panią Joasię, która dyskretnie fotografuje.

Bardzo ją lubimy. Ma w sobie ogromny spokój, potrafi zaradzić w każdej sytuacji i zna odpowiedź na wszystkie nasze pytania. 

*

Ciasteczka orzechowe wcale nie były trudne do zrobienia. Tak stwierdziło kilkoro z nas...prawdziwych szczęściarzy, którzy zostali wytypowani, aby pod kierunkiem pani Renaty doskonalić swoje kulinarne umiejętności. Wystarczyło połączyć mielone orzechy, mąkę pszenną z margaryną i cukrem pudrem, a następnie rozwałkować ciasto i za pomocą foremek powycinać różne kształty. Kilkanaście minut w piekarniku i cudowne zapachy rozchodziły się wszędzie.

Na pewno trudno było się skupić tym wszystkim, którzy w tym samym czasie mieli zajęcia ruchowo-teatralne z panią Olą i plastyczne z panem Zdzisławem Połącarzem.

*

Ten bogaty we wrażenia dzień, zakończyliśmy wyjściem do Szkoły Podstawowej nr 1, gdzie pod okiem i kierunkiem instruktorów mogliśmy brać udział w różnych zabawach ruchowych i konkurencjach sportowych. Duch sportowej rywalizacji towarzyszył nam cały czas. Zadowoleni i z wypiekami na twarzy wróciliśmy na ostatni już posiłek. Kluseczki serowe miały wielkie powodzenie.

Ich perfekcyjne przygotowanie i smakowitość dowodziły, że panie z Caritasu są prawdziwymi mistrzyniami w swoim fachu i należą im się szczere słowa podziękowań.

Zrobił to w naszym imieniu ksiądz Tomasz. Docenił wysiłek, trud, zaangażowanie i obecność wszystkich osób, które przez tydzień dbały o nas tak serdecznie. Wiemy, że robiły to z potrzeby serca. Oklaski i uśmiechy...uśmiechy i oklaski. Dziękujemy Bogu za to, że czuwał nad nami w czasie półkolonii, obdarowując potrzebnymi łaskami i Miłością. 

Do zobaczenia latem!