Kościół na kartce pocztowej 1904 r.
Kościół od strony południowo-zachodniej
Wnętrze kościoła na starej fotografii
Wnętrze kościoła obecnie - widok z chóru
Nowe organy

Półkolonie 2017 — dziennik pokładowy

3 lipca —poniedziałek

Żaglowiec, na maszcie którego powiewa chorągiewka z napisem Półkolonie letnie 2017, odbił od portu przy parafii pw. NSPJ i udał się w pięciodniowy rejs po morzu niespodzianek i spełnionych marzeń. Wokół spokojne fale i przyjemny wiaterek wakacyjnej beztroski. Ci, co na pokładzie są pierwszy raz i obawiają się choroby morskiej, niech się nie martwią... I na nią znajdzie się rada. Całością dowodzi kapitan ks. Tomasz, przy wsparciu sprawdzonej ekipy asystentów pokładowych (panie z Caritasu, młodzież z "Oazy" i osoby zaprzyjaźnione z nami od lat). Na pokładzie jest także ks. Bartosz, który od pierwszego lipca rozpoczął posługę w naszej parafii. Nowy etap życia w Nowym Tomyślu... Na twarzy jasny śmiech, a w nim światło młodości, dobroci, serdeczności i otwartości...Prędziutko dostrzegają to młodzi z "Oazy" i już mają z ks. Bartoszem swoje porozumienie.


*
Spotykamy się w innym miejscu niż zazwyczaj. Dwa długie rzędy ławek ustawionych blisko okien biblioteki i kancelarii parafialnej wskazują, że śniadania i obiady będziemy spożywać na świeżym powietrzu. Co za frajda! A półkolonijna rodzina w tym roku jest liczna i składa się z ponad 70 osób (60 dzieci oraz dorośli).
*
Przed śniadaniem zawsze jest modlitwa i Słowo Boże odczytywane z Biblii dla dzieci. Dzisiaj wsłuchujemy się w tekst o Tomaszu, który dowiedział się od apostołów o zmartwychwstaniu Jezusa. Jezus żyje, widzieliśmy naszego Pana — mówili radośnie.Tomasz nie wierzył, ponieważ widział martwe ciało Jezusa. Powiedział, że jeśli nie zobaczy śladów po gwoździach wbitych w dłonie i stopy, i nie włoży ręki w otwór w Jego boku powstały po włóczni — nie uwierzy. Po tygodniu znów zebrali się wszyscy uczniowie. Tomasz był też wśród nich. Nagle nie wiadomo jak znalazł się tam Jezus. Zwrócił się do Tomasza i kazał mu dotknąć śladów po gwoździach i miejsca, w którym włócznia przebiła bok. Przestań wątpić Tomaszu. Uwierz, że żyję! Tomasz bardzo się ucieszył, ale zrobiło mu się też wstyd. Wybacz mi Jezu, jesteś moim Panem i moim Bogiem! Uwierzyłeś Tomaszu, ponieważ mnie zobaczyłeś. Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
*
Po pysznym śniadaniu rozpoczynają się spotkania biblijne w małych grupach. Analizujemy tekst z 10. rozdziału ewangelii wg św. Marka. Przenosimy się w myślach do starego miasta o dziwnie brzmiącej nazwie Jerycho, by spotkać tam Bartymeusza — niewidomego żebraka, zdanego na łaskę mieszkańców lub pielgrzymów udających się do Jeruzalem. Kiedy usłyszał, że Jezus jest blisko z całych sił wołał, aby Jezus ulitował się nad nim i go uzdrowił. Tak też się stało. Wiara w to, że Jezus może pomóc przywróciła mu wzrok. Już wiemy jak mamy postępować! Chociaż Pan Jezus zna nasze życie, nasze grzechy, niepowodzenia, to jednak chce, abyśmy na modlitwie o tym wszystkim Mu mówili, wierząc, że On może nam pomóc i nas uzdrowić. Człowiek, który ma w sercu Pana Jezusa jest zawsze szczęśliwy!
*
Kończymy spotkania w małych grupach i ustawiamy się w pary...dopiero teraz widać jak jest nas dużo. Podczas marszu przez miasto na pewno zostaniemy zauważeni. Pod opieką księdza Tomasza, pani Joasi, pani Oli i pani Eli wędrujemy w kierunku Glinna, gdzie na boisku sportowym planujemy atrakcyjnie i ruchowo spędzić czas. Czekają już na nas nauczyciele wychowania fizycznego z Zespołu Szkół im. S. Staszica w Nowym Tomyślu. Dzielimy się na mniejsze grupy i pod fachowym okiem dajemy upust naszej energii...oczywiście w sposób kontrolowany i zaplanowany w każdym szczególe. Hałas, śmiech, rozgardiasz, koordynacja ruchowa lub jej całkowity brak... tupanina...wszędzie nas pełno... Sosny z pobliskiego lasku wstrzymały oddech, przechylając z zaciekawieniem iglaste oczy w naszą stronę. A mrówki postanowiły przerwać na czas naszej wizyty wszelkie prace w mrowisku. Oj, dobrze wiedzą, że nieprzemyślane przemieszczanie się grozi utratą życia lub poważną kontuzją.
*
Kiedy już zaspokoiliśmy potrzebę ruchu, ks. Tomasz ogłasza rozpoczęcie przeglądu piosenek religijnych. Dzielimy się na pięć grup, w których intensywnie ćwiczymy, by po kilkunastu minutach zaprezentować się jak najlepiej tj. najbardziej pomysłowo przedstawić treść piosenki. Pomagają nam koledzy i koleżanki z "Oazy". Są emocje, oklaski...każdy jest aktorem i widzem. Jako pierwsza występuje grupa Olgi i Artura prezentując piosenkę Oto jest dzień. Po nich Julia i Karol opowiadają co może się wydarzyć Gdy na morzu wielka burza. Trzecia ekipa wspólnie z Olą i Zosią udowadniają, że Tak i duży, tak i mały może świętym być. Następnie Idzie mój Pan — najpierw delikatnie, a potem zdecydowanie i energicznie. Rozpoznajemy reżyserów w osobach Adriana i Oli. Natomiast grupa Ilony i Jakuba prezentuje piosenkę Będę tańczył przed Twoim tronem. Wszystkie występy wypadły naprawdę super. Pani Joasia na pamiątkę zrobiła kilka zdjęć. Miło będzie po latach trochę powspominać.
*
Czas wracać. Zbieramy się na hasło ks. Tomasza i opuszczamy gościnny teren. Sosny odprowadzają nas wzrokiem...i wyraźnie posmutniały. Spadają igiełki...delikatnie jak skrywane łzy.
Zatrzymujemy się przy figurze Matki Bożej i odmawiamy dziesiątkę różańca (tajemnicę zwiastowania), a na pożegnanie śpiewamy Święta Maryjo Królowo, naszych codziennych spraw...
Potem pędzimy do Domu Parafialnego na pyszny rosół. Mija pierwszy dzień półkolonii. Tyle wrażeń i zdarzeń...Ciekawe jak będzie jutro?

4 lipca — wtorek

Zasłuchani w czytany przez księdza Tomasza tekst z Biblii dla dzieci...
Pewnego dnia Piotr i Jan szli do świątyni, aby się pomodlić. Ujrzeli żebraka, który leżał obok bramy świątyni. Nie mógł chodzić, ale przyjaciele przynosili go codziennie w to miejsce, by błagał o pieniądze. Żebrak spojrzał z nadzieją, gdy Jan z Piotrem zatrzymali się. Piotr nie dał mu pieniędzy, ale powiedział: W imieniu Jezusa Chrystusa rozkazuję Ci, wstań i idź! Żebrak został uzdrowiony i bardzo się z tego ucieszył. Ludzie zbiegli się, aby obejrzeć żebraka. Piotr im wtedy wytłumaczył, że to Jezus uzdrowił chorego i że dobrze jest Jezusowi zaufać. Uczniowie Jezusa zostali wtrąceni do więzienia. Następnego ranka byli przesłuchiwani pod kątem prawa do czynienia takich rzeczy. Piotr znów wyraźnie powiedział, że chorego człowieka uzdrowiła moc Jezusa, który został wysłany przez Boga, aby ocalić świat. Członkowie rady nie mogli temu zaprzeczyć, ponieważ żebrak był dowodem mocy Jezusa. Uczniowie Jezusa powiedzieli, że zawsze będą opowiadać o Jego mocy.
*
Zaraz po śniadaniu wyruszamy autobusem się do Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej w Mniszkach. Zostało ono założone w wyremontowanych, zabytkowych budynkach folwarcznych, w których oglądamy warsztaty pokazowe ginących zawodów takich jak: kowal, bednarz, szewc, garncarz, wikliniarz, pszczelarz, stolarz, rybak, mincerz, rymarz, cieśla, snycerz i kołodziej.
Ponadto podziwiamy starodawne sprzęty gospodarstwa domowego, odwiedzamy starą szkołę i skład kolonialny. Czegóż tu nie ma...oczy z trudnością nadążają za wielością bodźców, a to co oglądamy zadziwia i zaskakuje. Jak ludzie mogli tak żyć? Uderza nas ogromny kontrast między tamtym światem, a obecną rzeczywistością — jakże wygodną, a zarazem stechnicyzowaną. Prace ludzkiej ręki, pomysłowości, talentu, a po drugiej stronie zakłady produkcyjne, maszyny, taśma... i produkty masowe...Bez duszy i ciepłego dotyku ludzkiej ręki...ale nas to nie dotyczy, bo jesteśmy zaproszeni do własnoręcznego wykonania małych wiklinowych wózków i świec z naturalnego wosku. Czynności te pochłaniają nas całkowicie. Wiklina nie zawsze posłusznie daje się przeplatać...na szczęście obok są panie, które chętnie pomagają nam ujarzmić krnąbrną roślinę. Inni w tym samym czasie, mając do dyspozycji knot i plaster wosku toczą mały wałeczek, który pęcznieje i pęcznieje, by stać się wkrótce najprawdziwszą w świecie świecą.
A na koniec ozdoba z czerwonej wstążeczki i pachnące miodem cudeńko gotowe... Rodzice będą mile zaskoczeni. Na prośbę pani Joasi dumni z siebie i uśmiechnięci pozujemy do zdjęcia..."las" rąk i uniesione wysoko... wózki i świece....świece i wózki...
*
To zrozumiałe, że pełni wrażeń wracamy o Domu Parafialnego, gdzie już czekają na nas atrakcje kulinarne: pyszna pomidorówka, jabłuszka i chrupki. Szczerze podziwiamy umiejętności naszych pań z Caritasu. Zwykłe „dziękuję“ to stanowczo za mało...

5 lipca — środa

Dzisiaj przypominamy sobie historię nawrócenia Pawła, który urodził się w rodzinie żydowskiej, mieszkającej w Tarsie. Był wykształcony, uczył się bowiem łaciny i greki. Niestety — prześladował chrześcijan i był przekonany, że wszystkie swoje siły musi poświęcić zniszczeniu nowej nauki Jezusa. Pewnego dnia wyruszył do Damaszku z listami od Rady Żydowskiej, które dawały mu prawo aresztowania wszystkich wyznawców Jezusa. W pewnej chwili podczas drogi, oślepiający blask jasności rozświetlił niebo, a Szaweł upadł na ziemię. Wtedy przemówił do niego głos: Szawle, dlaczego mnie prześladujesz? Szaweł przestraszył się głosu Jezusa, który powiedział, że ilekroć krzywdzi jakiegoś człowieka krzywdzi Jego. Paweł w jednej chwili stracił dumę i nienawiść. Na polecenie Jezusa powinien był udać się do miasta. Miał jednak z tym problem, bo od blasku jasności stracił wzrok. Wymagał pomocy innych osób, którą z pokorą przyjął.
Kiedy dotarł wreszcie do Damaszku, zaopiekował się nim Ananiasz, uczeń Jezusa, dzięki któremu odzyskał wzrok, a następnie został napełniony Duchem Świętym i stał się jednym z głosicieli Słowa Bożego. Bóg każdemu daje szansę i nikogo nie przekreśla. Ma swoje plany. Czasami dla nas niezrozumiałe i bardzo zaskakujące. Z najtrudniejszych sytuacji wyprowadza dobro.
*
Po smakowitym śniadaniu czas na relaks muzyczno-ruchowy. Wraz z ks. Tomaszem śpiewamy i obrazujemy ruchem piosenkę Jeśli jesteś dziś szczęśliwy...powiedz Jezus, klaśnij w dłonie...podskocz...obróć się trzy razy...,unieś prawą rękę...itp., itd...wersji mamy bardzo dużo. Miłe zamieszanie...ale to jeszcze nie koniec, bo na sygnał ze strony księdza pomiędzy stolikami rusza kolonijny pociąg składający się z 60 wagoników, które bardzo się starają, aby nie wypaść z szyn, co przy nadawaniu tempa przez lokomotywę i jej naddźwiękowej wręcz prędkości — jest całkiem możliwe...szczególnie dla wagoników na końcu składu.
Pani Ela nagrywa filmik. Będzie dowód niezbity, że na półkoloniach miały miejsce rzeczy niespotykane gdzie indziej.
*
Chwila oddechu, podział na grupy, bo czas wyruszyć na spotkanie przygody... a przede wszystkim na spotkanie z historią naszego miasta. Wędrujemy zgodnie z otrzymanym planem i szukamy odpowiedzi na różne pytania np. Kim był Wojciech Bartecki? W którym roku został wybudowany kościół pw. MBNP? Z którego wieku pochodzi najstarszy dom w Nowym Tomyślu? Ilu wikliniarzy wyplatało największy kosz na świecie?
Warto, a nawet trzeba się zatrzymać, by dojść do wniosku, że mijane codziennie miejsca mają swoją historię, różne tajemnice i nie są wcale takie zwykłe...
*
Kiedy wszystkie grupy meldują się po zakończeniu biegu patrolowego, jedziemy do Klasztoru Ojców Franciszkanów w Woźnikach na wzgórzu "Wyrwał". Tam zwiedzamy kościół, oratorium i kryptę. Oprowadza nas młody, sympatyczny zakonnik, który bardzo ciekawie opowiada o tym miejscu. Kolejna już dzisiaj lekcja historii. Pani Joasia dyskretnie robi zdjęcia.
Ostatnim punktem pobytu w Woźnikach jest Eucharystia, podczas której ks. Tomasz opowiada o objawieniach Fatimskich i o duchowości św. Hiacynty. Nasi koledzy służą do mszy św., a młodzież z "Oazy" jest odpowiedzialna za oprawę muzyczną. Mamy poczucie niepowtarzalnej chwili, czegoś niezwykłego, kiedy tak razem gromadzimy się przy Chrystusie... Śpiewamy, a nawet trochę tańczymy.... wychodząc poza ogólnie przyjęte ramy. Modlitwa wspólnoty, którą tworzymy ma ogromny sens i znaczenie. Widzimy też, że każdy z nas jest potrzebny, ma swoje dary, którymi może dzielić się z innymi. Dając ubogacamy się wzajemnie!
*
Po powrocie do Domu Parafialnego czeka na nas pyszna zupka ogórkowa. Aż trzęsą się nam uszy, kiedy pałaszujemy kolejne dokładki.

6 lipca — czwartek

Z dzisiejszego fragmentu Biblii dla dzieci dowiadujemy się, że Jakub wychowywał się w Nazarecie, w tej samej rodzinie co Jezus. Nie wierzył, że Jezus jest synem Boga, dopóki nie przekonał się o Jego Zmartwychwstaniu. Wtedy nawrócił się. Pisał listy do wszystkich chrześcijan. Uświadamiał w nich, że nie wystarczy tylko słuchać słów Boga...ale trzeba ich przestrzegać. Zawsze brał w obronę ludzi biednych. Upominał ludzi próżnych. Zwracał uwagę, by czynem udowadniać wiarę w Boga i dużo się modlić w każdej sytuacji życia — kiedy jest nam źle, ale i też kiedy jesteśmy szczęśliwi. Bóg czeka na naszą modlitwę.
*
Śniadanie jemy dzisiaj bardzo prędko, bo zapowiadają się niespotykane atrakcje.
Zajęcia plastyczne poprowadzi wyjątkowa osoba, a mianowicie pani Krysia, która przejechała do nas z Kuślina, gdzie mieszka od kilkunastu lat. Lekko onieśmielona...ale już za chwilkę w najlepszej komitywie ze wszystkimi. Prowadzi zajęcia z najmłodszymi, którzy z zaciekawieniem wpatrują się w naszego gościa, pytając wzrokiem: Co będziemy robić? Niektórzy przynieśli własne kredki, a dla zapominalskich i roztargnionych pani Krysia ma duży zapas. Kolorujemy postać Anioła z dzieckiem. Bez pośpiechu, dokładnie i odpowiednio dobierając kolorystykę. Dla kreatywnych indywidualistów ten sam temat bez wzoru. Pani Krysia wszystkim kieruje, doradza, podpowiada, a przede wszystkim chwali, obdarza ciepłymi słowami i uśmiechem. Kiedy nasze dzieła sztuki są gotowe oprawiamy je w antyramy.
*
Inna grupa ma zajęcia teatralne z panią Olą. Ten rodzaj aktywności znają wszyscy, a niektórzy z nas wręcz nie mogą się jej doczekać. Szczególnie Ci, którzy mają bujną wyobraźnię, lubią ruch, muzykę, relacje twórcze z kolegami... którym marzy się błysk reflektorów i scena teatralna. Może taka będzie przyszłość kogoś z tej grupy...kto to wie? Póki co "przełamujemy lody", powolutku leczymy się z nieśmiałości, dzielimy umiejętnościami, nabieramy wiary w siebie i uczymy się funkcjonowania w grupie. Ważne jest też, aby każdy przestrzegał ustalonych zasad. To wszystko na pewno nam się przyda w dorosłym życiu.
Pani Joasia z aparatem fotograficznym niezauważalnie wchodzi do pomieszczenia. W sekundzie zastygły roześmiane buzie, nietypowe pozy, półobroty i podskoki...
*
Każda grupa wychodzi też dzisiaj z panem Adamem na zajęcia przyrodnicze do pobliskiego parku tuż przy ZOO. Idziemy powoli. Interesujące opowieści pana Adama zatrzymują nas dłużej przy drzewach i krzewach mijanych wcześniej w pośpiechu i z obojętnością. I te dziwnie brzmiące łacińskie nazwy: olcha (Alnus Mill.), brzoza (Betula), sosna (Pinus sylvestris L.), dąb (Quercus). Przyglądamy się liściom, porównujemy je ze sobą, dotykamy kory, zadzieramy wysoko głowy w poszukiwaniu wiewiórki, która wspięła się prędziutko po pniu i zniknęła w swoim zielonym królestwie. Pani Ela dopytuje o różne szczegóły. Chyba bardzo lubi drzewa.
Wracamy, a w głowach szum przyrodniczych wrażeń.
*
Chwila oddechu i już jesteśmy na zajęciach muzycznych. Pochłania nas teraz świat dźwięków i to za sprawą pana Sebastiana, który w tym świecie czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Siedzimy zasłuchani w opowieści o gitarze elektrycznej, akustycznej i oczywiście z podziwem patrzymy jak palce artysty zgrabnie przesuwają się po strunach...Wybiegają stamtąd nagle różne nutki, łączą się tworząc dźwięki, a te z kolei melodie. Podziwiamy pana Sebastiana za jego artystyczny talent i wiedzę muzyczną.
*
Dowiedzieliśmy się np., że przystawka to przetwornik elektroakustyczny, który jest montowany w instrumentach elektrycznych takich jak: gitara elektryczna, skrzypce elektryczne, organy Hammonda. Służy do wychwytywania mechanicznych wibracji strun i konwertowania ich do postaci sygnałów elektrycznych, które następnie mogą być poddane dalszej obróbce i wzmocnieniu. Nigdy nie wiadomo, co w życiu może się przydać. Nasz mózg zarejestrował tę definicję.

*
Tego dnia sprawdzamy też celność oka i sprawność ręki podczas zajęć strzeleckich w LOK-u. Staramy się ze wszystkich sił trafić w dziesiątkę. Ta sztuka udaje się nielicznym. Wracamy do Domu Parafialnego z dowodami naszych umiejętności w postaci podziurawionej papierowej tarczy i odnotowanymi na niej punktami.
*
Z sali na pierwszym piętrze dobiegają dziwne dźwięki. To chyba afrykańskie bębny...Mamy gości z tak dalekiego kraju? Niestety nie. Szkoda! Okazuje się, że ksiądz Bartosz prowadzi warsztaty misyjno-muzyczne.Ubieramy kolorowe stroje wypożyczone przez księdza z koła misyjnego w Poznaniu. W zawrotnym tempie przenosimy się w odległe miejsca, poznajemy kulturę, zwyczaje w egzotycznych krainach. Piszemy też list do kolegów z Afryki. Powiadamiamy, że u nas są wakacje i półkolonie w parafii. Pytamy, czy u nich teraz też są wakacje? Na koniec serdecznie pozdrawiamy i obiecujemy modlitwę. List podpisujemy naszymi imionami. Warto byłoby pisać prawdziwe listy, otrzymywać odpowiedzi, a przede wszystkim pomagać tym dzieciom, które tego potrzebują.
*
Tyle się dzisiaj działo, że zupełnie zapomnieliśmy o jedzeniu. Zapachy z kolonijnej kuchni wskazują, że mamy dzisiaj spaghetti. Ciekawe ile będzie dokładek?
Dziękujemy Panu Bogu za piękny dzień i biegniemy do naszych domów. Jutro spotkamy się ostatni raz...

7 lipca — piątek

Ksiądz Tomasz jak zwykle przed śniadaniem czyta fragment Biblii dla dzieci. Dzisiaj Apokalipsa —ostatnia księga Biblii, która jest pełna symboli. Chrześcijanie dobrze je rozumieją. Mowa jest o czasach, kiedy cesarz rzymski prześladował Kościół. Wielu chrześcijan było w rozpaczy. Zastanawiano się, czy Bóg naprawdę ma ich w swojej opiece? Czy Jezus powróci?
Okazało się, że Jana — ukochanego ucznia Jezusa zesłano na wyspę Patmos. Tam pewnej niedzieli ukazał mu się Jezus. Przekazał On Janowi wiadomość dla kościołów w siedmiu różnych miastach. Potem Jan zobaczył Boga siedzącego na Tronie, który w dłoni trzymał zapieczętowany zwój papieru. Tylko Jezus mógł złamać te pieczęcie. Kiedy to uczynił słychać było niebiańskie głosy: Chwała Barankowi, który dał się zabić i otrzymał moc i błogosławieństwo. Zwyciężył zło i szatana — umierając i zmartwychwstając na wieki. Potem Jan zobaczył koniec wszystkiego co stare i brzydkie oraz początek nowego, odrodzonego świata, pełnego miłości i dobroci.
*
Pogoda dopisuje. Zapowiada się wyjątkowy dzień. W planie jest wyjazd na basen. I to gdzie? Aż do Zielonej Góry.
*
Po obfitym śniadaniu ustawiamy się w pary i idziemy w stronę parkingu przy lipie, gdzie czekają już na nas środki transportu.Pakujemy się bardzo prędko, bo szkoda każdej minuty. Basen czeka i woła nas z daleka...rymuje pani Ela. Wypożycza i przekształca słowa piosenki z dawnych lat...Czy ktoś jeszcze pamięta stare karuzele?
*
Pan kierowca mknie najkrótszą z możliwych tras. Oddalając się od Nowego Tomyśla jesteśmy coraz bliżej celu...coraz bliżej miasta o miłej dla ucha nazwie Zielona Góra...Góra Zielona? Kolejność nie jest najważniejsza... Ważne, że jest tam ba(sen)... I ciekawe komu się dziś przyśnił?
*
Jesteśmy już na miejscu. Czekamy — nie wszyscy niestety cierpliwie — na załatwienie przez księdza formalności. Spodziewamy się, że wkrótce każdy otrzyma na rękę "zegarek" i dostęp do szafki...a tu niespodzianka. "Zegarek" jest jeden na grupę i otwiera wszystkie szafki jednocześnie...bez wyjątku. Przebieramy się, każdy w swoim tempie...niektóre dziewczyny strasznie się guzdrzą...Czepek gdzieś się zapodział, okulary na samym dnie plecaka...i jeszcze ktoś plecami niechcący zamknął szafkę. I co teraz? Spokojnie...wystarczy przyłożyć w odpowiednim miejscu urządzenie odblokowujące... Klik, klik, klik i wszystkie szafki otwarte w mig...no właśnie — wszystkie, a miała być tylko jedna.
Wreszcie jesteśmy gotowi, by pod czujnym okiem ratowników bezpiecznie korzystać ze wszystkiego... oczywiście zgodnie z naszym wiekiem, umiejętnościami i zainteresowaniami. Główne atrakcje to: balon wodny o średnicy 15 m, piłka wywołująca fale, tzw. „wave ball”, dzika rzeka, leżanki wodne, ścianka wspinaczkowa, różnego rodzaju masaże wodne, mostek, zjeżdżalnia — tzw. cebula, półotwarta zjeżdżalnia salamandra, podwójna zjeżdżalnia szerokotorowa, mały basen do nauki pływania, 8-torowy basen o długości 25 m. Przetestujemy wszystko...oprócz basenu dla dorosłych...ten musi poczekać na nas jeszcze kilka lat.
Nie dowierzamy własnym uszom...kiedy przez głośniki rozległa się komunikat, że skończył się czas dla naszej grupy. Chciałoby się tu jeszcze trochę pobyć. Trudno! Wychodzimy! Klik, klik, klik i z otwartych szafek patrzą na nas smutne, cywilne ubrania. Nieodwołalna kolej rzeczy. Autobus wiezie nas w znanym kierunku. To co niedawno było realne i na wyciągnięcie ręki... jest już tylko miłym wspomnieniem. I takim pozostanie. Jak i nasze półkolonie, które dzisiaj się kończą.
Nasz żaglowiec przemierzając morza i oceany szczęśliwie dopłynął do parafialnego portu. Przekonaliśmy się, że świat jest niezwykły...podobnie jak niezwykły czas bycia razem — w swojej szczodrobliwości podarował nam Pan Bóg. Otulał Swoim Słowem, Miłością, ludzką życzliwością i serdecznością oraz dobrą pogodą.
Kiedy coś się kończy, serce wypełnia mały smuteczek... Wiedząc, że to stan przejściowy, będziemy cierpliwie czekać do przyszłych wakacji, snując plany i marzenia.