joomla blog

Ewangelia na dziś

20 lipiec 2019

  • Sobota 2019-07-20, 15. tydz. zwykły
    Mt 12,14-21
    Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Jezusowi, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy Jezus dowiedział się o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”.

Półkolonie I tury zakończone! Czas niezwykłych zajęć, warsztatów, spotkań i poznawanych możliwości, to wszystko miało miejsce w Domu Parafialnym w czasie od 1 do 5 lipca 2019 r. Kliknij do środka, aby przeczytać relację, a także zobaczyć zdjęcia i krótki filmik z jednego dnia... 

PÓŁKOLONIE Z ARKĄ NOEGO
1-5.07.2019

Do naszej półkolonijnej arki zapakowało się w tym roku 36 odważnych i spragnionych przygód podróżników. Początek lipca to dobry czas na wytchnienie po roku wytężonej, szkolnej pracy. I wyruszyliśmy… na spotkanie dobrych wrażeń, przyjaźni, serdeczności, Bożej Miłości i Troski.

Mural

Ogromną atrakcją i artystycznym wyznawaniem podczas tegorocznych półkolonii było wspólne dzieło „Mural – Arka Noego”. W czasie niezwykle interesujących zajęć biblijnych prowadzonych przez panią Olę i panią Małgosię przypomnieliśmy sobie historię Noego, który bardzo kochał Pana Boga i był dobrym człowiekiem. Jemu to Bóg nakazał budowę dużej arki, która miała być schronieniem przed falami potopu dla niego, jego rodziny oraz licznych zwierząt i ptactwa. Kolejne zajęcia to dalszy etap przygotowań, który uruchamiał nasze możliwości twórcze. Wytężaliśmy umysły, wyobraźnia rozgrzewała się do czerwoności podczas rysowania zwierząt, ptaków oraz osób, które znajdowały się w naszej arce… Projekty te wprawną ręką pani Oli i pana Pawła zostały przeniesione na pokaźnych rozmiarów mur okalający plac zabaw, usytuowany na tyłach domu parafialnego… Następnego dnia farby i pędzle poszły w ruch. Nad wszystkim czuwała pani Ola i pan Paweł, a my w zaufaniu poddawaliśmy się ich fachowym sugestiom. Bardzo się cieszymy, że wspólne dzieło jest takie udane, radosne i kolorowe. Ośmiornica wraz z delfinem nie odstępują ani na chwilę naszej arki. Zadowolone i uśmiechnięte żyrafy dzięki swoim długim szyjom z wysoka obserwują morski świat. Jak na arkę wgramolił się słoń, do końca podróży zostanie tajemnicą… Hipopotam, sądząc po minie niedźwiadka opowiada mu coś niezwykle ważnego. Kameleona widzą wszyscy…a tak się natrudził, by nie do poznania wkomponować się w obraz. Ślimak wystawia rogi i w skupieniu kolejny raz przelicza tygrysie paski. Nad spokojnymi wodami świeci słońce. Gołębica wypuszczona przez Noego nie powróciła…to znak, że ląd jest już blisko.
Rodzice szczerze podziwiają nasze dzieło i robią pamiątkowe zdjęcia.

Strawa dla ducha i ciała

Tradycyjnie, codziennie przed śniadaniem rozważaliśmy fragment Pisma Świętego. Ksiądz Tomasz ma ogromny dar od Pana Boga w mówieniu nam o rzeczach ważnych i najważniejszych. Proste historie, sugestywnie przeczytane i skomentowane przez księdza, zawsze stanowiły odniesienie do Bożej Miłości i troski o nas.
Prosiliśmy Boga o Błogosławieństwo w każdym czasie i przed każdą czynnością. Głośno śpiewaliśmy przed i po śniadaniu, a nasze „ chrum, mniam, mniam, mniam, chrum, mniam, mniam, mniam” na pewno było słyszane na końcu miasta.
Jesteśmy bardzo wdzięczni paniom z Caritasu za przygotowywanie smakowitych dań. Bułki z dżemem i nutellą, zupa pomidorowa, ogórkowa, rosołek, spaghetti i Mc Leniwe – nigdy nam się nie przejedzą. Ciągłe prośby o dokładki były dowodem talentów kulinarnych pań: Marii, Moniki, Basi, Krysi, Joasi, Katarzyny i Mieci. Posiłek przyprawiony czułą serdecznością smakuje najlepiej.

Język angielski pachnący lawendą

Zajęcia z panią Kasią zaskoczyły nas totalnie. Nauka języka angielskiego w bardzo oryginalnej formie. Najpierw wybrane słowo przetłumaczone na język angielski, zapisywane zostało dużymi literami na kartce z bloku rysunkowego, a następnie wyklejaliśmy je dowolnie wybranym materiałem plastycznym. Czegóż to pani Kasia nie miała w swoich torebkach, pudłach, pudełeczkach i słoikach: suszone kwiaty lawendy, nasiona, żołędzie, cekiny, owoce lipy, liście akacji i leszczyny, suche patyki, kłosy zbóż, trawy, pestki migdałowca, ryż, płatki śniadaniowe, kasza gryczana, groszek ptysiowy, a nawet popcorn.
Naklejanie wybranego materiału było nie lada wyzwaniem i rozwijało umiejętności manualne. Czasami potrzebne była dodatkowa pomoc i sprytne ręce koleżanki siedzącej obok. Chętnie i z radością pomagała nam również pani Kasia.
Czas mijał tak prędko… Angielskie słowa… pachnące lawendą i suszonymi trawami zapamiętamy na zawsze...

Trochę historii

Ksiądz Tomasz przygotował perfekcyjnie różne atrakcje. Zadbał także o poziom naszej wiedzy historycznej i zorganizował wyjazd do kościoła parafialnego pw. św. Andrzeja Apostoła w Brodach, który jest największym kościołem drewnianym w archidiecezji poznańskiej. Sprawdziło się powiedzenie, że podróże kształcą. Brody to bardzo ciekawe i urokliwe miejsce.

Przyspieszony kurs tenisa stołowego

Pan Hubert przyszedł po nas do domu parafialnego z odpowiednim ekwipunkiem tj. zestawem paletek i przezroczystym pudłem po brzegi wypełnionym piłeczkami. Zgadywaliśmy ile ich tam jest – 100, 150? Na przeliczanie nie było czasu, choć niektórzy z nas mieli na to ogromną ochotę. Dziarskim krokiem udaliśmy się do hali gimnastycznej znajdującej się tuż przy budynku Zespołu Szkół im. S. Staszica. „Raczkowaliśmy” w dziedzinie tej gry… ale od czegoś trzeba zacząć. Dowiedzieliśmy się co to jest bekhend, forhend i jak odpowiednio do tego ułożyć na paletce kciuk lub palec wskazujący. Było mnóstwo śmiechu podczas różnych ćwiczeń. Tylko piłeczki wiedziały co się święci i zawadiacko spadały z paletek w najmniej oczekiwanym momencie lub robiły unik i paletka zderzała się…z powietrzem. Pan Hubert bacznie nas obserwował i z anielską cierpliwością poprawiał układ palców, instruował nas i odpowiadał na różne pytania. Widać było, że naprawdę rozumie naszą nieporadność i kompletną amatorszczyznę.
Ale kto wie… może jest ukryty wśród nas przyszły mistrz świata w tenisie stołowym!

Strzelać każdy może…

Pewnie tak, ale nie każdy chciał, a właściwie chciała. W grupie, którą opiekowała się pani Miecia i pani Ela dziewczynki nie podjęły się tego zadania. Rozumiemy je doskonale. My faceci nadrabialiśmy miną, ale też mieliśmy lekkiego „pietra”, no i chcieliśmy wypaść jak najlepiej przed całą grupą.
Każdy miał po sześć strzałów, poprzedzonych fachowym instruktarzem pana Teleszyńskiego z LOK-u. No i poszło. Zielony przycisk i tarcza wędruje na koniec strzelniczego pomieszczenia.
Przymrużenie oka, cel wybrany… strzał. Oby tylko trafić w środek tarczy. Tym razem „pudło”. To nic… jest jeszcze pięć szans. Pani Ela przytrzymuje czerwony przycisk i tarcza posłusznie „przybiega” do nas. Przeliczamy celne trafienia i przyporządkowane im cyfry. Pani Miecia podaje wynik ogólny. Jak na pierwszy raz całkiem dobrze. Dziewczyny patrzą z podziwem.
Na koniec pamiątkowe zdjęcie przed budynkiem LOK- u i powrót do domu parafialnego.

Mozaika wrażeń

„Księga muzyki i opowieści” to arcyciekawe przedstawienie teatru Mozaika, które przeniosło nas do krajów Bliskiego Wschodu. Aktorzy w kolorowych strojach, w rękach niespotykane u nas instrumenty o obco brzmiących nazwach: santur i daf. A muzyka cudna, delikatna, tajemnicza i idealnie dopasowana do treści baśni, której słuchaliśmy w ogromnym skupieniu. Głos aktorki malował obrazy w naszej wyobraźni: kolorowe, chwilami nawet dramatyczne, ale na szczęście z dobrym zakończeniem. Rozbawiła nas wielobarwna, gadatliwa papuga. Kręciła się, wierciła i robiła wszystko, żeby patrzeć tylko na nią. Ksiądz Tomasz przycupnął w kąciku na podłodze… zastygł w uważnym słuchaniu i coś nam się wydaje, że w myślach ze wzruszeniem wspominał swoje dzieciństwo…

W gościnnych progach „Arki”

Nawet bardzo gościnnych. Jakże miło mieć takich przyjaciół, którzy poświęcili nam czas, by uatrakcyjnić nasze półkolonie. We wtorek 2 lipca wszystkie grupy miały zajęcia z panią Karoliną, która w interesujący sposób opowiadała o świecie przyrody. Temat brzmiał: „Biologia na wesoło”. Zaroiło się od owadów, ptaków, płazów i gadów. Pachniało łąką i wakacjami.
Udało się nam zapamiętać dużo ciekawych informacji i to na pewno nam się przyda, kiedy we wrześniu wrócimydo szkoły. 
Inna grupa w tym samym czasie z panią Agatą na terenie stadionu wykonywała zadania z orientacji w terenie. Należało odszukać oznaczony na mapce punkt oraz zapoznać się z zaskakującą i ciekawą treścią instrukcji. Oj, co to były za zadania: odmierzanie przestrzeni w przeliczeniu na kroki i tip-topy, oddzielenie grochu od ziarenek cieciorki, ułożenie gałęzi w kształcie ogniska, obmyślenie treści wierszyka z podanymi wyrazami. Zajęcia bardzo się nam podobały i nawet nie zauważyliśmy, że zbliża się czas obiadu i pora wracać do domu parafialnego.

Następnego dnia znów zawitaliśmy do „Arki”. Tym razem były to zajęcia sportowe.
Pani Marta tak wszystko obmyśliła i zaplanowała, że było przesympatycznie i bardzo wesoło. Rozgrzewka solidnie nas przygotowała i bez żadnych problemów, ze zdwojoną wręcz energią i siłą braliśmy udział w konkurencjach sprawnościowych takich jak: biegi, pokonywanie przeszkód, skoki obunóż w worku i przeciąganie liny. Chłopakom było trochę smutno, bo przegrali z dziewczynami. Po rocznym treningu „odkują się” na następnych półkoloniach.

W cieniu dobrego drzewa

To, pod którym siedzieliśmy z panem Rafałem było i dobre i gościnne. Rozpościerało nad nami zieloną osłonę, dawało cień i było przykładem uważnego słuchania opowieści o gatunkach drzew rosnących w parku tuż przy ZOO. Drzewa nie wzbraniały się, kiedy dotykaliśmy kory, kiedy porównywaliśmy kształt i wielkość liści z naszymi dłońmi. Patrzyły na nas z góry ze słoneczną radością i dawały znaki, że zawsze jesteśmy tu mile widziani.

Co w Twej duszy gra?

Chętnie przyjęliśmy zaproszenie na spotkanie z panem Sebastianem i panem Bartkiem, który dźwigał kontrabas schowany w ogromnym czarnym futerale. O gitarach każdy z nas coś tam wie…rozróżnia dźwięki gitary klasycznej, akustycznej i basowej. Z kontrabasem to zupełnie inna sprawa. Sama wielkość instrumentu budzi respekt, szacunek i podziw. Zasłuchani w nieznane dotąd dźwięki podziwialiśmy umiejętności pana Bartka. Podczas zajęć śpiewaliśmy znane pieśni: „Idzie mój Pan”, „Ofiaruję Tobie Panie mój”, „Bóg kocha mnie takiego jakim jestem”.
Dowiedzieliśmy się, jak ważna jest umiejetność słuchania. Domyślamy się, że w relacjach między ludźmi też. A jak to jest u mnie z tym słuchaniem?

Warsztaty liturgiczne w kościele

Bardzo ciekawe spotkanie przygotował nasz starszy kolega Wojciech wraz z ministrantami. Pod ich opieką udaliśmy się do kościoła, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat służby ministranckiej.
Wszystko było interesujące: wygląd zakrystii, wyposażenie, rodzaj obowiązków, strój. Wojtek na nasze pytania odpowiadał zwięźle i rzeczowo. Widać było, że wie o czym mówi.
Mieliśmy też nietypową okazję zajrzenia do maleńkiego pomieszczenia z urządzeniami odpowiedzialnymi na prawidłową pracę organów. Przeciętny parafianin nigdy tutaj nie zagląda.

Pluskanie i pływanie

W piątek od rana radość w nas ogromna i niecierpliwe oczekiwanie na autobus, którym wyruszamy do Zielonej Góry na basen. Znamy to miejsce, niektórzy z nas są tutaj kolejny raz… nie licząc półkolonii.
Po drodze nie nudziliśmy się ani przez chwilkę. To zasługa księdza proboszcza, który zna chyba wszystkie wesołe piosenki świata. W inicjowaniu zabawnych sytuacji jest niezastąpiony.
Znane czynności w szatni i wreszcie w wodzie. Pluskanie i pływanie, pływanie i pluskanie. Korzystanie z różnych atrakcji pod czujnym okiem ratowników oraz pani Joasi, Magdy i Mieci.
Wymoczeni, „wypływani”, uśmiechnięci i ogromnie zadowoleni wróciliśmy do naszego domu parafialnego. Panie powitały nas stęsknionymi uśmiechami. Po tej krzepiącej porcji serdeczności do żołądków powędrowały konkrety czyli Mc Leniwe. Mniam, mniam … jakie pyszne.

Łezka na pożegnanie

Piątek to dzień nieuchronnego końca naszych półkolonii. Pożegnanie, podziękowania, łzy wzruszenia i nadzieja w sercu, że przecież spotkamy się za rok. Mamy na co czekać, mamy plan i tego się trzymajmy. Dziękujemy Panu Bogu za ten wspólny, cudowny, dobry czas…