Poświęcenie pojazdów
I koncert letni U Serca Jezusowego - 30.06.2018
Odpust parafialny ku czci NSPJ 2018
II Koncert u Serca Jezusowego 15.07.2018
Pielgrzymka do Kalisza
III Koncert u Serca Jezusowego 22.07.2018
Lato 2018 - wyjazd ministrancki
IV Koncert u Serca Jezusowego 5.08.2018
Półkolonie lato 2018!
joomla blog

Ewangelia na dziś

  • Środa 2018-08-22, Wspomnienie obowiązkowe NMP Królowej
    Łk 1,26-38
    Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

Oto są dni, które dał nam Pan…

Czy może tak brzmieć hasło półkolonii 2018? Oczywiście, że tak! I jakże trudno nam było wysiedzieć w domu do 9 lipca. Pośpiesznie wyrwane kartki z kalendarza … i wreszcie ponad 50-osobowa ekipa melduje się w domu parafialnym. Czujemy, że jesteśmy tu naprawdę mile widziani i oczekiwani.


Ksiądz Tomasz jak zwykle z poczuciem humoru wita nas, żartuje, uśmiecha się…
I aby było już zupełnie tradycyjnie, czyli tak jak zawsze: najpierw śpiew jakiejś znanej piosenki, potem wysłuchanie fragmentu Pisma świętego, modlitwa i śniadanie. Jakże prędko znikają smakowite bułki…oczywiście te ze słodką nutellą.
Na śniadaniu są z nami jacyś goście…przyglądamy się sobie z zaciekawieniem. To młodzi aktorzy z teatru EDEN, którzy przyjechali do nas aż z Wieliczki, by poprowadzić warsztaty teatralno - taneczne… Zaproszenie do tego niezwykłego „ogrodu” przyjmujemy z radością.
Przeczucia nas nie zawiodły. Ale się działo… pan Michał i pan Adrian spowodowali, że nasze mózgi parowały z wysiłku intelektualnego, a ciała oblewał twórczy pot, kiedy ćwiczenia wymagały zwinności, szybkiego poruszania się w przestrzeni. Wyobraźnia miała pole do popisu…bo jak tu tylko za pomocą ruchu pokazać Arkę Noego, wiatrak, plecak czy projektor filmowy? Jak zagrać emocje: wstyd, nadzieję czy samotność…jakie dobrać słowa na wyrażenie zachwytu i miłości?… I salwy śmiechu, bo język plątał się bezradnie … kiedy chrząszcz brzmiał w trzcinie, krnąbrny brodacz, cóż, że ze Szwecji przyglądał się lojalnej Joli… i kiedy nikt nie chciał mieć w domu stołu z powyłamywanymi nogami.
Pani Kasia natomiast w zaciszu pomieszczenia na poddaszu intensywnie przygotowywała do czegoś każdą z grup… na razie to tajemnica. Jutrzejszy dzień na pewno ją odsłoni.

Dzisiaj środa… trzeci dzień półkolonii… za szybko biegnie czas. Stanowczo za szybko.

Przychodzimy trochę wcześniej, niektórzy są już o 8.30… to taki nieoficjalny sposób wydłużania miłych chwil. Zajmujemy stałe miejsca przy stole…oswajamy przestrzeń w gronie przyjaciół.

Panie z Caritasu rozprawiają o czymś głośno. Pewnie ustalają podział zadań na dzisiaj. Czym nas zaskoczą? Gotowały wczoraj makaron…o, pewnie będzie zupa pomidorowa.

Jest i ksiądz Tomasz. Mikrofon w prawej ręce, w lewej Pismo święte. I ta radość…skąd ją czerpie? Słuchamy historii walki Dawida z Goliatem, którego pokonał, bo oparł się całkowicie na mocy Boga. Dawid bardzo wierzył, że Bóg da mu zwycięstwo. I jasnym się staje, że bardziej powinniśmy ufać Bogu niż sobie i  w Nim pokładać całą nadzieję. 

Po śniadaniu mały spacer w stronę kościoła…wchodzimy do środka przez zakrystię, zasiadamy w ławkach i słuchamy mini koncernu organowego w wykonaniu pana Bartosza. Króluje Jan Sabastian Bach. Ileż majestatycznego piękna w każdej nutce. Jeszcze tylko obejrzenie organów z bliska…rozmowa z organistą i pora wracać na probostwo, by oddać się całkowicie zajęciom ruchowym. Tak — ruch, pęd, zmiana — tego nam potrzeba… 

Nagle — totalne zaskoczenie!  Zapowiadana wczoraj „niespodzianka” przybiega… z poddasza… cudna i jakże energiczna…głośna, grupowa i roztańczona. Pani Kasia poświęciła dwa dni na przygotowanie prawdziwego tanecznego show… każda grupa prezentowała swój taniec przed pozostałymi. Nie podejrzewaliśmy siebie o takie zdolności… zwykły amator w rękach charyzmatycznego choreografa może przemienić się w prawdziwego tancerza. Co za przygoda! 

Nieco zmęczeni, ale bardzo zadowoleni zasiadamy do obiadu. Elegancki makaron pływa w zupie owocowej, puszczając oczka do rozgotowanych wiśni i czerwonych porzeczek…

Na drugie danie naleśniki z tajemniczym nadzieniem…ale to wszystko pyszne. Chylimy czoła przed kulinarnymi zdolnościami pań z Caritasu. Oprócz tego, to mistrzynie logistyki kuchennej, przedstawicielki mrówczej pracowitości i zaradności pod szyldem: dla chcącego nic trudnego!

Cieszymy się też z obecności młodych z Oazy: Dawida, Zosi, Julki, Nataszy, którzy towarzyszą nam cały czas. Biorą też udział w zajęciach, zachęcając nas do kreatywnej, ambitnej rywalizacji       i popisów. Kornelia natomiast rozwija zdolności kulinarne…pod czujnym okiem swojej babci….                       Czy przerośnie kiedyś swojego mistrza?… Zobaczymy…

Krótka modlitwa wdzięczności Bogu za wszystko co nam dzisiaj ofiarował i pędzimy do domów.  A jutro basen w  Zielonej Górze.

Czwartek…kolejny dzień, otrzymany w darze od Pana. Po wczorajszych obfitych opadach deszczu ochłodziło się. Bogu dzięki za ten deszcz. Świat spragniony wody odetchnął z ulgą.

W naszej sali pachnie kakao, a smakowite bułki są już na stołach. Śpiewamy pieśń poranną…przedśniadaniową…idzie nam całkiem dobrze. Widzimy, że trening czyni mistrza. I jakże urocze jest murmurando.

Wsłuchujemy się w tekst Pisma świętego i krótki komentarz ks.Tomasza — zazdrość to uczucie  wyniszczające serce człowieka.

Dzisiaj nie ma mowy o guzdraniu się podczas śniadania. Po lipą już czeka autobus, który zawiezie nas na basen do Zielonej Góry. Zajmujemy miejsca i wkrótce okazuje się, że towarzystwo jest miłe, a nawet bardzo. Mamy o czym rozmawiać…wymieniamy poglądy, poznajemy się, opowiadamy o sobie i dzielimy wrażeniami…wszystko nas śmieszy i cieszy. Taki zwykły wydawałoby się autobus…a w nim niezwykłe spotkanie z drugim człowiekiem… Za oknami głównie wiejskie krajobrazy…rozbielone pola w oczekiwaniu na żniwa.

Jesteśmy wreszcie na miejscu. Wchłania nas woda i swoista atmosfera panująca na basenie. Nic nam nie przeszkadza i wszystko jest w sam raz. Nad naszym bezpieczeństwem w skupieniu czuwają ratownicy oraz opiekunowie na czele z ks. Tomaszem.

Dużym powodzeniem cieszy się balon wodny. Genialny pomysł i ogromna frajda dla miłośników wspinaczki na jego szczyt … a potem brawurowy zjazd.

Po dwóch godzinach totalnej przyjaźni z wodą czas wracać. Szkoda…smutek w mokrych oczach…a może to łzy. Nie ma co się „mazać” – wrócimy tu na pewno.

Uśmiechamy się do jutrzejszego dnia i dziękujemy Dobremu Bogu za Miłość. Ktoś powiedział, że jest najważniejsza i miał rację…

W ostatnim dniu naszych półkolonii wybraliśmy się do Poznania, aby obejrzeć i zapoznać się z ciekawą historią barokowego kościoła farnego tj. Bazyliki Kolegiackiej Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa. Wnętrze zrobiło na nas ogromne wrażenie — szczególnie przepiękny ołtarz, obrazy w nawach bocznych oraz organy, które ważą aż 25 ton. 

Około godz.12.15 mieliśmy niezwykłą okazję posłuchać jak wspaniałe grają. Każdego dnia odbywają się tutaj koncerty organowe.  Wraz z innymi osobami wsłuchiwaliśmy  się  w niezwykłe dźwięki jakie wydaje ten instrument… Szkoda, że nie mieszkamy w Poznaniu, bo moglibyśmy przychodzić tutaj codzienne.

Po koncercie lody oraz wspólne zdjęcie na schodach do ratusza.

I czas wracać. 

Tak to już jest, że jeśli coś się zaczyna to i musi się skończyć. Po smakowitym obiedzie w domu parafialnym i pożegnaniu nas przez ks. Tomasza pobiegliśmy do swoich domów. A przy nas bliziutko i wiernie – radość, kolorowe wrażenia, nowe znajomości, utrwalone przyjaźnie przypieczętowane nadzieją, że za kilka miesięcy znów się spotkamy.

 

Dzisiaj środa… trzeci dzień półkolonii… za szybko biegnie czas. Stanowczo za szybko.Przychodzimy trochę wcześniej, niektórzy są już o 8.30… to taki nieoficjalny sposób wydłużania miłych chwil. Zajmujemy stałe miejsca przy stole…oswajamy przestrzeń w gronie przyjaciół.Panie z Caritasu rozprawiają o czymś głośno. Pewnie ustalają podział zadań na dzisiaj. Czym nas zaskoczą? Gotowały wczoraj makaron…o, pewnie będzie zupa pomidorowa.Jest i ksiądz Tomasz. Mikrofon w prawej ręce, w lewej Pismo święte. I ta radość…skąd ją czerpie? Słuchamy historii walki Dawida z Goliatem, którego pokonał, bo oparł się całkowicie na mocy Boga. Dawid bardzo wierzył, że Bóg da mu zwycięstwo. I jasnym się staje, że bardziej powinniśmy ufać Bogu niż sobie i  w Nim pokładać całą nadzieję. Po śniadaniu mały spacer w stronę kościoła…wchodzimy do środka przez zakrystię, zasiadamy w ławkach i słuchamy mini koncernu organowego w wykonaniu pana Bartosza. Króluje Jan Sabastian Bach. Ileż majestatycznego piękna w każdej nutce. Jeszcze tylko obejrzenie organów z bliska…rozmowa z organistą i pora wracać na probostwo, by oddać się całkowicie zajęciom ruchowym. Tak — ruch, pęd, zmiana — tego nam potrzeba… Nagle — totalne zaskoczenie!  Zapowiadana wczoraj „niespodzianka” przybiega… z poddasza… cudna i jakże energiczna…głośna, grupowa i roztańczona. Pani Kasia poświęciła dwa dni na przygotowanie prawdziwego tanecznego show… każda grupa prezentowała swój taniec przed pozostałymi. Nie podejrzewaliśmy siebie o takie zdolności… zwykły amator w rękach charyzmatycznego choreografa może przemienić się w prawdziwego tancerza. Co za przygoda! Nieco zmęczeni, ale bardzo zadowoleni zasiadamy do obiadu. Elegancki makaron pływa w zupie owocowej, puszczając oczka do rozgotowanych wiśni i czerwonych porzeczek…Na drugie danie naleśniki z tajemniczym nadzieniem…ale to wszystko pyszne. Chylimy czoła przed kulinarnymi zdolnościami pań z Caritasu. Oprócz tego, to mistrzynie logistyki kuchennej, przedstawicielki mrówczej pracowitości i zaradności pod szyldem: dla chcącego nic trudnego!Cieszymy się też z obecności młodych z Oazy: Dawida, Zosi, Julki, Nataszy, którzy towarzyszą nam cały czas. Biorą też udział w zajęciach, zachęcając nas do kreatywnej, ambitnej rywalizacji       i popisów. Kornelia natomiast rozwija zdolności kulinarne…pod czujnym okiem swojej babci….                       Czy przerośnie kiedyś swojego mistrza?… Zobaczymy…Krótka modlitwa wdzięczności Bogu za wszystko co nam dzisiaj ofiarował i pędzimy do domów.  A jutro basen w  Zielonej Górze.Czwartek…kolejny dzień, otrzymany w darze od Pana. Po wczorajszych obfitych opadach deszczu ochłodziło się. Bogu dzięki za ten deszcz. Świat spragniony wody odetchnął z ulgą.W naszej sali pachnie kakao, a smakowite bułki są już na stołach. Śpiewamy pieśń poranną…przedśniadaniową…idzie nam całkiem dobrze. Widzimy, że trening czyni mistrza. I jakże urocze jest murmurando.Wsłuchujemy się w tekst Pisma świętego i krótki komentarz ks.Tomasza — zazdrość to uczucie  wyniszczające serce człowieka.Dzisiaj nie ma mowy o guzdraniu się podczas śniadania. Po lipą już czeka autobus, który zawiezie nas na basen do Zielonej Góry. Zajmujemy miejsca i wkrótce okazuje się, że towarzystwo jest miłe, a nawet bardzo. Mamy o czym rozmawiać…wymieniamy poglądy, poznajemy się, opowiadamy o sobie i dzielimy wrażeniami…wszystko nas śmieszy i cieszy. Taki zwykły wydawałoby się autobus…a w nim niezwykłe spotkanie z drugim człowiekiem… Za oknami głównie wiejskie krajobrazy…rozbielone pola w oczekiwaniu na żniwa.Jesteśmy wreszcie na miejscu. Wchłania nas woda i swoista atmosfera panująca na basenie. Nic nam nie przeszkadza i wszystko jest w sam raz. Nad naszym bezpieczeństwem w skupieniu czuwają ratownicy oraz opiekunowie na czele z ks. Tomaszem.Dużym powodzeniem cieszy się balon wodny. Genialny pomysł i ogromna frajda dla miłośników wspinaczki na jego szczyt … a potem brawurowy zjazd.Po dwóch godzinach totalnej przyjaźni z wodą czas wracać. Szkoda…smutek w mokrych oczach…a może to łzy. Nie ma co się „mazać” – wrócimy tu na pewno.Uśmiechamy się do jutrzejszego dnia i dziękujemy Dobremu Bogu za Miłość. Ktoś powiedział, że jest najważniejsza i miał rację…W ostatnim dniu naszych półkolonii wybraliśmy się do Poznania, aby obejrzeć i zapoznać się z ciekawą historią barokowego kościoła farnego tj. Bazyliki Kolegiackiej Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa. Wnętrze zrobiło na nas ogromne wrażenie — szczególnie przepiękny ołtarz, obrazy w nawach bocznych oraz organy, które ważą aż 25 ton. Około godz.12.15 mieliśmy niezwykłą okazję posłuchać jak wspaniałe grają. Każdego dnia odbywają się tutaj koncerty organowe.  Wraz z innymi osobami wsłuchiwaliśmy  się  w niezwykłe dźwięki jakie wydaje ten instrument… Szkoda, że nie mieszkamy w Poznaniu, bo moglibyśmy przychodzić tutaj codzienne.Po koncercie lody oraz wspólne zdjęcie na schodach do ratusza.I czas wracać. Tak to już jest, że jeśli coś się zaczyna to i musi się skończyć. Po smakowitym obiedzie w domu parafialnym i pożegnaniu nas przez ks. Tomasza pobiegliśmy do swoich domów. A przy nas bliziutko i wiernie – radość, kolorowe wrażenia, nowe znajomości, utrwalone przyjaźnie przypieczętowane nadzieją, że za kilka miesięcy znów się spotkamy.